Nic nie będę wyjaśniać
Za dużo 'nie' w tym życiu
za dużo 'nigdy' i za dużo przypadków
Przypadkowej nudy w pełnej wiru codzienności.
Myślałam o głosach.
Pojawiają się w samotności.
Ale tej, kiedy kłuje ćmą w tył czaszki, jak uderzeniem kulą ognia
albo bryłą lodu, czasem jeszcze tak obrywam.
Zamknęłam okno przed szerszeniami umysłu.
Chyba niezbyt szczelNIE.
środa, 19 sierpnia 2015
piątek, 3 stycznia 2014
?
brak szczęścia nie jest nieszczęściem?
a na środku jeziora nigdy nie jest się spragnionym?
chcę cofnąć to co nieodwracalne
zamknięte w szklanej kuli bez okien i dna
nie zajmuje mnie myśl o śmierci
o swojej, twojej, czarnej, białej
ani myśl o życiu
myśl o życiu to jak bajanie o jednorożcach
padam na kolana i zdzieram z siebie godność
z ropiejącą od wstydu przeszłością
tylko po co?
od tylu tylu godzin te same trzepoczą się pytania
policzyć te godziny...
nie - jak? tylko po co?
znaleźć odpowiedzi na pytania
znaleźć najpierw pytania!
odmówiłam pacierz wczoraj
i sobie do siebie dostępu
żaden klucz nie pasuje, muszę je wszystkie wyrzucić
i dogonić życie nim ucieknie za kolejny szeroki hoyzont
szybciej i szybciej muszę biec
tylko po co?
po co pędzić bez celu?
a na środku jeziora nigdy nie jest się spragnionym?
chcę cofnąć to co nieodwracalne
zamknięte w szklanej kuli bez okien i dna
nie zajmuje mnie myśl o śmierci
o swojej, twojej, czarnej, białej
ani myśl o życiu
myśl o życiu to jak bajanie o jednorożcach
padam na kolana i zdzieram z siebie godność
z ropiejącą od wstydu przeszłością
tylko po co?
od tylu tylu godzin te same trzepoczą się pytania
policzyć te godziny...
nie - jak? tylko po co?
znaleźć odpowiedzi na pytania
znaleźć najpierw pytania!
odmówiłam pacierz wczoraj
i sobie do siebie dostępu
żaden klucz nie pasuje, muszę je wszystkie wyrzucić
i dogonić życie nim ucieknie za kolejny szeroki hoyzont
szybciej i szybciej muszę biec
tylko po co?
po co pędzić bez celu?
wtorek, 22 października 2013
bajki
zapukał do moich otwartych drzwi
demon nieskrzydlaty
oskarżył i zapłakał
że mieszkam bezbożna
sama w kącie starym
z mężem pająkiem
świadomość straszy mnie jak zły sen
potłuczonymi o rzeczywistość marzeniami
kto bezcześci książkę wyrywając jej kartki już na samym początku
albo w środku?
przykra taka baśń, aż się nie chce końca czekać
nuży mnie ta opowieść a innej nie będzie
demon nieskrzydlaty
oskarżył i zapłakał
że mieszkam bezbożna
sama w kącie starym
z mężem pająkiem
świadomość straszy mnie jak zły sen
potłuczonymi o rzeczywistość marzeniami
kto bezcześci książkę wyrywając jej kartki już na samym początku
albo w środku?
przykra taka baśń, aż się nie chce końca czekać
nuży mnie ta opowieść a innej nie będzie
piątek, 13 września 2013
o pustostanach
w pustym stanie głucha cisza
pająki nie mają już czego łapać
muchy znudzone nie przekraczają ram okien
głowa leży na betonowej poduszce
śruby trzymają mózg i myśli mocno
okręciłam się wokół własnej ości
a okręt i tak zatonął
wiszę sobie w pustym stanie
i cicho tu
i głośno
od nadmiaru pragnień
a głupie są jak ten pająk, co czeka
za muchą lub choćby małą ćmą spożywczą przecież
a doczeka najwyżej łap kota
pająki nie mają już czego łapać
muchy znudzone nie przekraczają ram okien
głowa leży na betonowej poduszce
śruby trzymają mózg i myśli mocno
okręciłam się wokół własnej ości
a okręt i tak zatonął
wiszę sobie w pustym stanie
i cicho tu
i głośno
od nadmiaru pragnień
a głupie są jak ten pająk, co czeka
za muchą lub choćby małą ćmą spożywczą przecież
a doczeka najwyżej łap kota
wtorek, 25 czerwca 2013
gra-nie bez obrazu i dźwięku
powtarzam mój cichy sekret
czytam go z blizn
tych widocznych i przezroczystych
tych zakrytych i nigdy nie oglądanych
miedź brzęcząca
cymbał brzmiący, muzyka mojego wewnętrznego ucha
zasypiam i budzę się z tą samą potrzebą
z tym samym pragnieniem
by balast ze mnie zszedł
po co silić się na poezję,
skoro nawet prozy nie trzymam w ryzach
wszystko już tu napisałam
każde słowo już padło i zgniło
jak to jest
zbyt długo grać?
aż palce zdrętwieją na strunach
aż maska do twarzy przyrośnie
opowiadać tę samą historię na pamięć
tak by wryła się w żyły i w nich popłynęła
nie brzmiąc przy tym żałośnie
jak bajka, której morał gdzieś umknął
i pamięta się tylko melodię z jej końca
czytam go z blizn
tych widocznych i przezroczystych
tych zakrytych i nigdy nie oglądanych
miedź brzęcząca
cymbał brzmiący, muzyka mojego wewnętrznego ucha
zasypiam i budzę się z tą samą potrzebą
z tym samym pragnieniem
by balast ze mnie zszedł
po co silić się na poezję,
skoro nawet prozy nie trzymam w ryzach
wszystko już tu napisałam
każde słowo już padło i zgniło
jak to jest
zbyt długo grać?
aż palce zdrętwieją na strunach
aż maska do twarzy przyrośnie
opowiadać tę samą historię na pamięć
tak by wryła się w żyły i w nich popłynęła
nie brzmiąc przy tym żałośnie
jak bajka, której morał gdzieś umknął
i pamięta się tylko melodię z jej końca
niedziela, 2 czerwca 2013
cold winter
zbyt mocno pragnę
zbyt często
popadam w nierównowagę
psychiczną
niepewna siebie
raz ponad chmurami
w rowie mariańskim zatopiona
żyję wiecznie
i wiecznie umieram
to nie takie trudne
pragnąć dotyku
słowa, uśmiechu
wzajemności
jak baśni nierealnej
odpowiedź jest prosta jak ta historia
przeklęłam się na wieki

zbyt często
popadam w nierównowagę
psychiczną
niepewna siebie
raz ponad chmurami
w rowie mariańskim zatopiona
żyję wiecznie
i wiecznie umieram
to nie takie trudne
pragnąć dotyku
słowa, uśmiechu
wzajemności
jak baśni nierealnej
odpowiedź jest prosta jak ta historia
przeklęłam się na wieki

sobota, 4 maja 2013
autoportret
jestem w jednym kawałku
jednym samowystarczalnym
nie ma drugiej połowy
ciało sklejone, zszyte, trocinami wypełnione
oddycha tlenem, pije ohydną, przesłodzoną kawę
mózgiem rozumuje uniwersalnym
rodakiem jest, ciocią, siostrą i wrogiem

dusza się rozszczepiła za to
w zemście okrutnej za ciała katorgę
już nie robię sobie krzywd tylu
inni mnie wyręczają zgrabniej
samotność rozpuściła się we krwi
i kapie na podłogę, po ścianach spływa
tępymi dźwiękami losowo przez komputer wybranymi
strumieniami alkoholu wyplutego przez skórę
błagam o litość ale ciszej jakoś
głos mi więźnie w gardle, krzyczę we śnie a inni się śmieją
to ten mój dystans do siebie
tak wielki, że zapomniałam już jak wyglądam naprawdę...
jednym samowystarczalnym
nie ma drugiej połowy
ciało sklejone, zszyte, trocinami wypełnione
oddycha tlenem, pije ohydną, przesłodzoną kawę
mózgiem rozumuje uniwersalnym
rodakiem jest, ciocią, siostrą i wrogiem

dusza się rozszczepiła za to
w zemście okrutnej za ciała katorgę
już nie robię sobie krzywd tylu
inni mnie wyręczają zgrabniej
samotność rozpuściła się we krwi
i kapie na podłogę, po ścianach spływa
tępymi dźwiękami losowo przez komputer wybranymi
strumieniami alkoholu wyplutego przez skórę
błagam o litość ale ciszej jakoś
głos mi więźnie w gardle, krzyczę we śnie a inni się śmieją
to ten mój dystans do siebie
tak wielki, że zapomniałam już jak wyglądam naprawdę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
