czwartek, 27 października 2011

dum spiro, spero


gdybym miała moc nazwania słowami tego, jak się teraz czuję
mogłabym to wyobrazić sobie
a później namalować
byłoby to pewnie dzieło mojego ćmiego życia

kiedyś zastanawiałam się, czy to, że widzę, że niebo jest niebieskie i powietrze pachnie deszczem, to obiektywny fakt, czy tylko ja używam takich słów dla okreslenia mojej prywatnej fatamorgany.
Teraz nie umiem nazwać tego, jak postrzegam otoczenie
swoje uczucia
ich brak

ktoś by to nazwał postawą 'od'
a ja 'do'
do wnętrza

podróżą do krateru zwanego 'ja sama'

gdzie po zewnętrznej stronie mamy mniej lub bardziej estetycznie opakowane (rzecz gustu) stworzenie płci żeńskiej,
nazwijmy to dziewczynę pełną nadziei, borykającą się z normalnymi problemami, przebojową, trochę zagubioną... (tak mnie oceniono)
a co widzę ja od wewnątrz?

małe pełzające po kościach robaczki
już dawno powinny sobie pójść
ich robota skończona
a jakby czekają na odrodzenie i ciąg dalszy

nic się nie zmieniło nadzieja śpi snem nieprzebudzonym
niby nie umarła
ale co to za żywot...

środa, 26 października 2011

north Island

...i napełniło się serce moje
treścią aorty gęstą i lepką
zmysłami niewyczuwalną

głupio mi oddawać nadzieję przed życiem
to jakby nie dać się narodzić
by zaoszczędzić powietrze...

poniedziałek, 24 października 2011

tortury

Gęsta para iluzji
rozmyła się niczym sen
kac moralny pojawił się dopiero dziś
powinnam usłyszeć, że
zachowałam się źle folgując swoim potrzebom
nie zasłużyłam na żaden przejaw miłości, nawet tej czysto fizycznej



ale nie słyszę nic

tylko
boli mnie odpoczywanie
nienawidzę swojego umęczonego ciała
teoretycznie sprawne
poorane sznytami i zbyt mocno unerwione
nie spełnia swojej funkcji dzbana na duszę
dusza z niego ucieka przez wyżłobione żyletką szczeliny
i nie daje się ani zaszyć
ani zakleić
żadną formą zamiany



'męczarnie'
'samotność'
'błądzę'
'boli'
'oddychaj'

moje ulubione zaklęcia-przeklęcia
taplam się w nich
jak Wenus w białej pianie
nic
niczego,
niczemu,
nikogo
po nic


:)

na szczęście moje nie uwierzyłam,
że coś się zaczyna zmieniać na trwałe
więc nie upadnę już niżej

na chwilę stałam się kobietą
w obcych oczach, w obcych ramionach
czymś czym nie jestem, ale to beznadziejne uczucie chyba mija
spełnia się przepowiednia,
którą klną złe anioły:

słyszę jak mi krew z aorty wypływa
i napełnia serce
kolejną porcją niechcianego życia..

niedziela, 23 października 2011

niedotykalna


Jednak pozwoliłam się dotknąć.
Dotyk mnie zabolał, ale inaczej.
Teraz ból kojarzy mi się z przyjemnością.
Nieco perwersyjną i wbrew wszelkim zasadom

(moim
twoim, ichniejszym, niepisanym)


ale się poddałam czemuś silniejszemu
i komuś jednak pozwoliłam się dotknąć.

To wbrew zasadom, byłam chwilę naga i nie było mi wstyd
że nie uciekałam wzrokiem
tak jak dziś

blaszane drzwi zatrzaśnięte z hukiem
kto wie, czy nie obiją się od ich skamieniałej framugi.

czwartek, 20 października 2011

Insect closely related to butterfly



Przekonaj mnie do realności swoich majaków,
zamknij mi oczy tak, żebym ich więcej nie otworzyła
siłą nawet i pod groźbą
(na zło i pieniądze)
zgrzytami zębów zagram ostatnią serenadę
lalki diabła

ze skrzydłami od świec popalonymi
czekam

to są moje narodziny i moja śmierć
a Wy - widzowie: patrzcie.


środa, 19 października 2011

pain

akatyzja
aka-tyzja
boli mnie całe ciało
boli mnie odpoczywanie

myślę, że wyzdrowiałam, nie boli mnie już dusza
tylko moja lodowata samotność
ale gdy wyrzucę moje (o ironio) pigułki szczęścia
wtedy powróci moja drobna,
żelazna przyjaciółka

właściwie to ona nigdy nie odeszła
obiecuje tylko, że zapisze ładniejszą historię na moim ciele
ale nie zatrze starych

każda blizna to opowiadanie
nowela
powieść
i fraszka

a mam ich dziesiątki

to źle?
przecież nikt mnie już nie dotknie i tak

wtorek, 18 października 2011

.


skąd we mnie pomysł, że nagle ozdrowiałam
przecież to co mi się ostatnio dzieje dowodzi tylko tego, że mi narosła kolejna
maska

i sama się przed sobą zwierzam
ciągnę siebie za język
żeby unaocznić prawdę jak śnieg oczywistą

i tłumaczę się sama przed sobą z tych słabości
do których tak trudno mi się przyznać
i których znaczenia nie doceniam

i obecność historii cierpienia
wyryta na Bogu ducha winnym
ciele
przeraża moją wyobraźnię na tyle
że nie prorokuję tu nic innego


oprócz Samotności

bezbronnej i z kotami śpiącej

.

Za słowem tłukącym mi się w głowę
wtedy gdy nie mogę ich zapisać
obrazy, których nie widzę
bo oczy akurat mam zamknięte
za dźwiękiem zagłuszanym przez niepotrzebnie włączony telewizor
perła za szafką, bezpieczna w kącie pełnym kurzu
za pamięć nietrwałą
i książki za wcześnie oddane do biblioteki, bez możliwości przedłużenia terminu oddania,

za ciebie
za nią i za niego

za chwilę nieuwagi
i lód na drodze na początku grudnia.

sobota, 15 października 2011

Rozklejony czas


Czas się rozwarstwia.
Wczoraj spędziłam najdziwniejszy wieczór w moim życiu. Zrobiłam kilka rzeczy, których nie robiłam wcześniej.
Zniszczyłam kartę Tarota, a tym samym całą talię uczyniłam nieprzydatną. Nie wiem jakie będą konsekwencje zniszczenia czegoś, co zawsze darzyłam jakimś dziwnym niewypowiedzianym szacunkiem.
Pojednałam się z dawną przyjaciółką i pozwoliłam się odwieźć do domu nowopoznanemu mężczyźnie.
Napisałam smsa do Ł., że przyjaźń nie umiera nigdy. Odpisał "tak jak miłość". Poczułam dziwne ukłucie, ani przyjemne ani nieprzyjemne. Chyba jakieś drzwi są niepotrzebnie otwarte albo niepotrzebnie zamknięte..

Ale to było wczoraj. Dziś wstałam niemal niema z gardłem w dymie papierosowym. Za dużo alko przetoczyło się wczoraj przez moje ciało.
Teraz siedzę sobie ze współlokatorami i popijam piwo. Najchętniej poszłabym spać, ale obiecałam, że trochę posiedzę.
Wcielam w życie dewizę, żeby żyć tak, żeby niczego w życiu nie żałować.
i nie żałuję. Tylko, że czegoś jakby brak. Wypieram się rzeczy oczywistych. Udaję przed sobą mądrzejszą niż jestem. Albo głupszą niż jestem. Wiem, że nic nie wiem, za dużo myślę, za dużo widzę, za dużo.

"Jaka róża taki cierń" ten utwór teraz słuchany
dla mnie brzmi jak list pożegnalny.
Nie chcę żyć w zimnym szklanym świecie.
Mam na niego zbyt miękkie tkanki.

ale Fortuna głucha jest na 'nie'.
Napiszę więc inaczej: niech się spełnią moje sny
o czasie rozklejonym.

czwartek, 13 października 2011

sen

Jak intruz w domu bez drzwi i klatek schodowych,
wpadałam przez dziuple wprost do obcych sypialni. Nikogo tam nie było.

Widziałam procesję i pusty kościół
cmentarz jaśniejący od zniczy, jak w czasie święta zmarłych.
Zabrano mnie stamtąd. Ktoś robił mi zdjęcia w wodzie i na dziwnym pomniku w kształcie Krakena.
Wspięłam się na najwyższą część tej dziwnej rzeźby i zorientowałam się, że nie mam na sobie ubrania. Nie pozowałam do zdjęć. Chciałam stamtąd zejść i nie spaść. Udało mi się zejść patrząc na mój cień, potem wskoczyłam do wody, z której nie mogłam już się wydostać. Kiedy wypłynęłam nie było już ani jego samego, ani jego czarnowłosej krótko ostrzyżonej towarzyszki, ani dziwnego pomnika, ani moich rzeczy. Widziałam kobietę frunącą kilka metrów nad ziemią, ubraną jak panna młoda, z rozłożoną białą parasolką w ręku. Goniłam tę kobietę zbierając za nią czerwone główki kwiatów róży. Oddałam jej te róże a ona jedną przypięła sobie do sukni a resztę po prostu wyrzuciła.
Obudził mnie księżyc świecący prosto w twarz.
Zasnęłam ponownie. Spałam w szopie zamykanej na szyfr, jedyną moją rodziną były trzy dorastające koty: niebieski, rudy i czarno-rudy z wielkimi błękitnymi oczami. Ten ostatni uciekł w czasie pożaru fabryki przy której mieszkałam. Było tam mnóstwo dzikich kotów. Mój błękitnooki chciał zdziczeć także. Uciekł. Szukałam go, pytałam o niego, ale ludzie się tylko śmiali, że szukam kota w miejscu, gdzie są ich setki i mogę sobie innego przygarnąć. Poparzyłam sobie ręce o rozżażone blachy. Zobaczyłam jak ucieka przed samochodem na drzewo. Chciałam go z niego zdjąć, ale mnie podrapał i ugryzł. Nie poznał mnie już. Zaczęłam mu tłumaczyć kim jestem i chcę go zabrać do domu. Dopiero wtedy dał się zdjąć z drzewa.
Postanowiłam wyprowadzić się z tego dziwnego miejsca. Zapakowałam wszystko do samochodu. Książki, obraz ze schodami (???) kosmetyki, portfel, ubrania, wszystko wrzuciłam do bagażnika. Koty na przednim siedzeniu.
Chciałam wyjechać w niekonkretne miejsce. Wróciłam po coś do szopy, poszłam do toalety przed odjazdem. Nie zamknęłam samochodu. Jak wróciłam zobaczyłam dwójkę ludzi wyrzucających wszystko z bagażnika. Zaczęłam wzywać pomocy, oni nie uciekli, nie speszyli się nawet. Nie reagowali. Dopiero jak chciałam ich powstrzymać mężczyzna uderzył mnie i upadłam na ziemię. Jakiś facet przybiegł z pomocą, potem była policja oddająca mi moje rzeczy. Wróciłam, ale kotów nie było. Nie pamiętam czy je znalazłam...

środa, 12 października 2011

gra o wszystko i nic

Moja niezapłodniona macica dała o sobie znać zupełnie bez ostrzeżenia. No i zepsuła mi wieczór i humor.Księżyc podglądał mnie całą noc i jak się rano po ciemku ubierałam. Dziwne sny tłukły się w głowie całą drogę tramwajem, samochodem i przy kawie. Chyba jakoś opustoszałam. Dziwi mnie tylko ten uparcie nie najgorszy nastrój, nic mnie nie stresuje (a powinno), nic nie wyprowadza z równowagi, nawet tego inspirującego, twórczego bólu nie czuję.
Nie czuję nic.
Magda poszła na randkę. Ubrana jak na randkę przystało, zestresowana i spóźniona. Idzie na przystanek i już dwa razy zdążyła do mnie zadzwonić. Nie wiem po co to wszystko opisuję. Same nieistotne, nikomu na nic nie przydatne banały. Już nie mam mistycznych przemyśleń odnośnie aniołów, duchów i najjaśniejszych bytów. Duchy mnie opuściły, nawet im stałam się zbędną.
Nie marzę już o tragicznej śmierci i cichym pogrzebie. Nie projektuję sobie nagrobka tylko tatuaże zakrywające blizny po żyletkach. Nie cierpię z powodu nieodwzajemnionej miłości, nie mam nadziei na inną. Marzę jeszcze czasem o tym, by w czasie snu móc się do kogoś przytulić, ale nie zazdroszczę, nie współczuję, nie gardzę. Nawet się nie masturbuję i nie brakuje mi seksu. Nic nie czuję właściwie.
Można by pomyśleć, że za dużo tu 'nie' i tak naprawdę jest dokładnie odwrotnie. Że jestem "nieszczęśliwą, zawistną, samotną zgorzkniałą, hodującą koty trucizną ludzką". Tak czasem mówią o mnie Duchy. Kiedyś się tym bardzo przejmowałam, wierzyłam im i łkałam z twarzą w poduszce. Mieszały mnie z błotem i mieszały mi w głowie.
Szczęście innych mnie czasem mija i patrzę mu w oczy radośnie. Gorycz osładzam dużą ilością czekolady więc chyba też jej tak bardzo nie widać, albo tylko się tak pocieszam.
"Ważne jest to, co TU I TERAZ. Bez oglądania się wstecz, bez beznadziejnego patrzenia w przyszłość. Jest jak jest i jeśli taki stan rzeczy mi nie odpowiada, to małymi posunięciami należy dążyć do zmian".
Znam swój słomiany zapał, więc już nie obwieszczam swoich genialnych oświeconych pomysłów na modernizację życia zanim zabiorę się za ich realizację. Nie zdradzam już marzeń. bo zdradzone nie chcą się spełniać. Chyba trochę dojrzałam.Tylko nie wiem jeszcze do czego.

poniedziałek, 10 października 2011

nie ma mnie we mnie nie ma mnie


Nieznośna lekkość bytu
to nie to, że mi egzystencjalny ból daje się we znaki
i czas mi przez palce przecieka.

Czas jest na zmianę okrągły i długi
pokruszony i zakurzony;
ważny i nieistotny; biały i cienki jak pajęczyna,
mam dwieście i piętnaście lat;
dwadzieścia siedem i czterdzieści dziewięć jednocześnie.

Kto powiedział, że każde poszukiwanie kończy się odnalezieniem?
Nie wiem, czy tak się objawia śmierć nadziei?
Że wszystko obojętnieje? Mętnieje?
Nie chcę być letnia, już wolę spłonąć albo zamarznąć. Ciekawe czym sobie zasłużyłam na taką karę za życia. Że jestem ćmą, której nie jest dane się spalić w płomieniu świecy, tylko o nim marzę nieustannie.

Najbardziej mi chyba przeszkadza to, że mimo dobrego samopoczucia psychicznego nic mnie zupełnie nie porusza, nic nie jest w stanie mną wstrząsnąć, zachwycić.
Wszystko jest jak odgrywane w teatrze, pompatyczne, wszystko udaję, wsztystkie reakcje i emocje. Nic już nie jest mną ani nic nie jest moje.
To gdzie jest moje szczęście,
skoro mnie we mnie już nie ma?

niedziela, 9 października 2011

pokruszone chwile



Oddzieliło się słońce od mgły
i wrony kraczą na niby.
Cisza ta mnie broni przed krzykiem.
Ile mam trwać w tym niepewnym czasie
po brzegi pełnym w pytania?
odpowiedzi rozpadły się na nic nie znaczące słowa.
Wiele z nimi kłopotu, a dramat niegramatyczny.

Sen co mnie nieraz nawiedzał
podszepnął melodie niezapamiętane i za każdym razem inne.
I nuciłam je w lodowatej piwnicy schowana,
czekając na świat latami. A świat się o mnie nie upomniał.
I umierałam co noc na nowo, ciągle czekając na budzik.
I włosy mi kurz pokrył, i srebrne się stały me oczy.

Nie wierzę odbiciom w lustrach.
Maskom szkaradnym w kłamstwa przybranym.
Słowa ciemnieją i rdzą zachodzą. Spluń mi w twarz obelgą jak pocisk żelazną.
Twarz moja kamienna, wszystko jest lichym wspomnieniem.
Siedzę sama w tawernie z wczorajszego snu.
Dopijam ostatnią kroplę...

sobota, 8 października 2011

[bez tytułu]


fot.: Daenerys Targaryen (E.Clarke) i nowonarodzony Drogon "Game of Thrones".


Moja głowa to dom szeptów nocnych motyli.
To nie metafora, lecz fakt.
Nie zakłócę niczym tej dziwnej ciszy
nie-ciszy.
Ale posłuchać można. Wszak czołówka pięknie
steampunkowa.

piątek, 7 października 2011

Sopor


Udaję mnie i ją udaję.
Naśladuję i odgrywam
rolę niemoją.


A co jest moje?
Szeptanie, które słyszysz ilekroć jadziesz tramwajem i zatapiasz sie w myślach.

Ktoś strzela z wiatrówki do jedynej miłej i szczerej istoty, a ja kule zatrzymuję siłą woli. W lufie.
Ludzie nie latają?
Zmysły śpią odurzone obcymi perfumami.
Obce dźwięki docierają do uszu.
Dumne barwne motyle trzepoczą skrzydłami chcąc zmienić bieg czasu.
A mnie pozostaje tylko zegara martwego tykanie
i wsłuchanie się w rytm bicia serca
niemojego.