niedziela, 2 grudnia 2012

Einsamkeit

słowa mi uciekają w pustkę ciemną
kaloryfer cieplejszy od skroni
więcej ma w sobie życia niż ja

obecnie

nie tak sobie wyobrażałam życie
podejrzane to wszystko
zmyślone i nieprawdziwe

sny nie chcą opuścić mózgu trwając w pamięci aż do kolejnej nocy
po co spać?
skoro można gapić się w sufit i gryźć palce z tęsknoty
za nie-wiadomo-czym

niedziela, 28 października 2012

bezserdeczność w potoku łez

nie mam serca

zakopałam je w lisiej norze
po którymś
już nieistotnym zachodzie słońca

przypadkowego znalazcę proszę o niedotykanie

nie mam serca
łez też mam, by je opłakać
zalewa mnie więc chłód i milczenie

wyryłam historię swoją hieroglifami
których nikt nie czyta,
po nadgarstki się rozpisałam
a jestem jedynym czytelnikiem
teraz będę malować obrazy na ciele
i wyklęta będę jeszcze bardziej
a miejsce serca na wszelki wypadek niech pozostanie niezajęte
by nic nie przejmowało się jego rolą

czwartek, 4 października 2012

ból

szłam zdzierając obcasy, wlokąc nogi za sobą


za mną strużka krwi
z podciętych świeżo skrzydeł
to jeden z tych dni, kiedy wolałabym nigdy się nie urodzić
choć to pewnie zupełnie niezrozumiałe
bliskość obcych kaleczy jak podniesienie powiek podczas najgłębszego snu
zamknęłam parawan, pseudo-drzwi, włączyłam muzykę głośno
a i tak czuję się podglądana, podsłuchiwana, podejrzana
mam obowiązek odpowiadać 'cześć' każdemu domownikowi
mówić 'na zdrowie'
a chcę dziś zniknąć
być przezroczysta
niewidzialna i niedostępna
wcisnąć się w najczarniejszy kąt i powstrzymać łzy
ból
duszy, serca, mostka, gardła

życie płynie wolno, nie da się go już bardziej spowolnić
czemu nie mogę po prostu go zatrzymać?

środa, 3 października 2012

bez tytułu. Tytuł by coś oznaczał.

nadal nie mogę zbyt długo patrzeć w przyszłość
zbyt lekko przychodzą myśli o samounicestwieniu
poczerwieniałam od szkła, jakby mnie kot podrapał
zawsze jest wyjście: do kiosku
po żyletkę
wyjście ewakuacyjne tylną drogą
przez okno na szesnastym piętrze
smutek jest dobry
radość jest dobra
złość
krzyk
śmiech i tłuczone talerze
a we mnie pustka piszczy jak cisza po wielkim hałasie
nie chcę pamiętać tak wielu rzeczy
odwracam się plecami do własnego ego
egoizm skrajny
tylko tutaj mogę się skupić wyłącznie na sobie i nikt nie będzie krzyczał porozrywanymi sylabami o piątej rano do ucha
że jestem popierdolona choć jestem w istocie i coraz mniej mnie we mnie
już się nie napełniam
poległam na swojej własnej bitwie i śmierć mnie nie wzrusza
życie zrobiło to po stokroć

poniedziałek, 24 września 2012

opustynio

zapisałam wszystkie kartki
sobą
ja, mnie moje, we mnie, na mnie, ode mnie
moja głowa, samotność, szklanka


mój ból, deszcz, but, koc
zapełniłam sobą wannę
i odeszłam od zmysłów na chwilę
i boję się strasznie
że spłynęłam do rynsztoka do ostatniej kropli
pusta jestem w środku
łzy pływają w kałuży
przykleiłam sobie uśmiech
od wewnątrz się okaleczam
wszystko to złudzenie, utopiłam nadzieję w koszmarnym śnie
szepty i głosy dookoła mnie
klątwa sama się rzuciła
błagam o pomoc odwróconymi na lewo literami
nikt nie przebrnął przez milion zagadek
nie zrozumiał szyfru

sama złożyłam gwałtem ślub milczenia

czwartek, 20 września 2012

truciznowanie

błagam niech się skończy ten dzień
a najlepiej miesiąc

...


zasnąć i trwać tak choćby rok
otumanienie
fatamorgana trwająca od poranka
inny wymiar, złudzenie trwa
zły dzień, po złej nocy
a gdzie kropla światła?
słowo co otula, zimno zimno podejrzanie
nie dotrwam do poranka
nie obudzi mnie nadzieja

zatrułam powietrze sobą
tak, że inni też odtlenieni

środa, 19 września 2012

kwarantanna


jestem chora
niezbyt to miłe doznania
być zjedzoną przez własne uczucia

boli mnie dusza
i błaga o śmierć
okrutna jestem dla samej siebie
zgubiłam swój azyl
przestrzeń się kurczy
powietrze zamienia w trujące opary
boli każdy dźwięk

demony odnalazły drogę powrotną