niedziela, 20 stycznia 2013

nie dziela

moje ciało to jedna wielka rana
poorana bliznami, krwawi sobie mocniej im ciśnienie krwi większe
nie mam nic prócz siebie
nie ogarniam miłości
nie znam jej, nie poznaję, boję się
półkule mózgowe ze sobą nie współpracują
boli mnie lenistwo moje własne
kotłuje się nienawiść
dlaczego nie mam odwagi się zabić?!
konfrontacja mnie ze mną
ja, moje, o mnie, beze mnie
nudzę się
solidarnie ze wszystkimi śmieciami i odpadkami
leżę sobie i gniję
jak na padlinę przystało
zakrwawiłam łóżko
załzawiłam chusteczki
do niczego się już nie nadają
sny zmiażdżyły mi głowę
boję się zasypiać a łóżko mnie uwięziło
uchroń mnie Boże od śmierci w łóżku.

czwartek, 17 stycznia 2013

pusto i cicho

Pusto mi


depresja odeszła
nie widzę już krwi ani noża na gardle
nie słyszę 'zabij'
wstaję z łóżka, czeszę włosy
myję zęby
mechanicznie funkcjonuję dopóki nie odłączą mi zasilania


pusto mi
depresja odeszła i nie dała nic w zamian
miłość mnie nie ogrzewa
nienawiść nie pali
samotność mi nie dokucza
a nic się nie zmieniło

nie odgadłam wielkiego schematu życia na tym świecie
mam zablokowany mózg
nieczynny nieświadomy
umysł nakarmiony papką pozornego spokoju
piszczy mi w uszach jak po głośnym koncercie
za dużo ciszy w ciszy
ucichły głosy, tylko jaźń skupiona majaczy coś o lepszym świecie
w którym już miejsca dla mnie nie będzie.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

winter


zima
pod poduszką
pod palcami
w mózgu

biały niedostatek
burzliwa pustka

pojedynczo odchodzą nieproszone nadzieje
rzucają w siebie rękawicami
dotykam lodowatej twarzy zdartymi opuszkami palców
nic nie czuję
zamarzłam

nikt i nic mnie nie dotyka
nic nie dotyczy
cały świat jest gdzie indziej
i mogę błazna z siebie robić

boli mnie każda minuta i każda godzina
niespełnienie jak pragnienie pali

zima
zima pod palcami

niedziela, 2 grudnia 2012

Einsamkeit

słowa mi uciekają w pustkę ciemną
kaloryfer cieplejszy od skroni
więcej ma w sobie życia niż ja

obecnie

nie tak sobie wyobrażałam życie
podejrzane to wszystko
zmyślone i nieprawdziwe

sny nie chcą opuścić mózgu trwając w pamięci aż do kolejnej nocy
po co spać?
skoro można gapić się w sufit i gryźć palce z tęsknoty
za nie-wiadomo-czym

niedziela, 28 października 2012

bezserdeczność w potoku łez

nie mam serca

zakopałam je w lisiej norze
po którymś
już nieistotnym zachodzie słońca

przypadkowego znalazcę proszę o niedotykanie

nie mam serca
łez też mam, by je opłakać
zalewa mnie więc chłód i milczenie

wyryłam historię swoją hieroglifami
których nikt nie czyta,
po nadgarstki się rozpisałam
a jestem jedynym czytelnikiem
teraz będę malować obrazy na ciele
i wyklęta będę jeszcze bardziej
a miejsce serca na wszelki wypadek niech pozostanie niezajęte
by nic nie przejmowało się jego rolą

czwartek, 4 października 2012

ból

szłam zdzierając obcasy, wlokąc nogi za sobą


za mną strużka krwi
z podciętych świeżo skrzydeł
to jeden z tych dni, kiedy wolałabym nigdy się nie urodzić
choć to pewnie zupełnie niezrozumiałe
bliskość obcych kaleczy jak podniesienie powiek podczas najgłębszego snu
zamknęłam parawan, pseudo-drzwi, włączyłam muzykę głośno
a i tak czuję się podglądana, podsłuchiwana, podejrzana
mam obowiązek odpowiadać 'cześć' każdemu domownikowi
mówić 'na zdrowie'
a chcę dziś zniknąć
być przezroczysta
niewidzialna i niedostępna
wcisnąć się w najczarniejszy kąt i powstrzymać łzy
ból
duszy, serca, mostka, gardła

życie płynie wolno, nie da się go już bardziej spowolnić
czemu nie mogę po prostu go zatrzymać?

środa, 3 października 2012

bez tytułu. Tytuł by coś oznaczał.

nadal nie mogę zbyt długo patrzeć w przyszłość
zbyt lekko przychodzą myśli o samounicestwieniu
poczerwieniałam od szkła, jakby mnie kot podrapał
zawsze jest wyjście: do kiosku
po żyletkę
wyjście ewakuacyjne tylną drogą
przez okno na szesnastym piętrze
smutek jest dobry
radość jest dobra
złość
krzyk
śmiech i tłuczone talerze
a we mnie pustka piszczy jak cisza po wielkim hałasie
nie chcę pamiętać tak wielu rzeczy
odwracam się plecami do własnego ego
egoizm skrajny
tylko tutaj mogę się skupić wyłącznie na sobie i nikt nie będzie krzyczał porozrywanymi sylabami o piątej rano do ucha
że jestem popierdolona choć jestem w istocie i coraz mniej mnie we mnie
już się nie napełniam
poległam na swojej własnej bitwie i śmierć mnie nie wzrusza
życie zrobiło to po stokroć