środa, 27 lutego 2013

saint

oddałam się niebu
jestem radosną męczennicą świętym podobną
kto kanonizuje losu ofiarę?
ile życia prawdą a ile iluzją, błędem
fatamorgan pijackim śpiewem
oddałam się chmurom
na ziemię patrząc ze wstydu jedynie
potykam się o własne drogi
zęby powybijane, połamane nogi
kompas zgubiony, ciągłe w ludziach
ofiary
pokładanie wiary
potajemne oskarżenia
szepty i uśmiechy - myśli nadesłane
złorzeczenia

czy ja nienawidzę świata?
nie sądzę, nie pomieściłabym takiej nienawiści
co noc siebie skazuję i rytualnie cierpię za świat
jedną nogą za tęczą
a drugą za weneckim lustrem boga w myślach udaję

niedziela, 17 lutego 2013

kurz na zegarach

skąd się bierze smutek?
z czerni
z milczenia
z samotności?
melancholijna pogarda dla radości
nie chcę być szczęśliwa
nie umiem opanować zazdrości
udaję, że nie ma miłości
wypycham duchy materią
żeby mieć kogo zagadnąć
co ugotować na obiad
czy kawa czy herbata może
czy obraz udany
w co się ubrać kiedy nagość nie przystoi?

wtorek, 12 lutego 2013

bajzel w niepokoju

blade ściany, bielone starym lękiem
odpada tapeta pozorów całymi płatami
pomieszczenie ewidentnie wymaga remontu
już się zalęgł lęk
od wilgoci pleśń
połamane żebra łóżko - trumna sen koszmarny
pożar strawił myśli książkom
strony spopielone to lewa to prawa
to szesnasta to ostatnia
od tytułowej po zakładkę
zakładniczkę
w kącie butelka dogorywa
przytłacza ją rozbicie chyba, los jej marny
w szafie dziury po kluczach
po czubek głowy puste
nie ogarnęłam bałaganu
nigdy nie umiałam sprzątać
zawsze mając pełną syfu popielniczkę


poniedziałek, 28 stycznia 2013

tortury

lęk mnie prześladuje
podgląda moje sny
i myśli podsłuchuje


dwa głosy świszczące
niezrozumiałym dialektem
nie zagłuszę ich ciszą
cały czas boję się
że mnie ktoś nawiedzi we śnie
patrzę na uchylone drzwi
czekając na to, co się w nich pojawi
umysł pokrojony na cienkie plasterki
rozpłatany w gorączce
drzazgi wbite pod paznokcie
powieki solą przesypane

lęk
lęk mrożący w żyłach krew

niedziela, 20 stycznia 2013

nie dziela

moje ciało to jedna wielka rana
poorana bliznami, krwawi sobie mocniej im ciśnienie krwi większe
nie mam nic prócz siebie
nie ogarniam miłości
nie znam jej, nie poznaję, boję się
półkule mózgowe ze sobą nie współpracują
boli mnie lenistwo moje własne
kotłuje się nienawiść
dlaczego nie mam odwagi się zabić?!
konfrontacja mnie ze mną
ja, moje, o mnie, beze mnie
nudzę się
solidarnie ze wszystkimi śmieciami i odpadkami
leżę sobie i gniję
jak na padlinę przystało
zakrwawiłam łóżko
załzawiłam chusteczki
do niczego się już nie nadają
sny zmiażdżyły mi głowę
boję się zasypiać a łóżko mnie uwięziło
uchroń mnie Boże od śmierci w łóżku.

czwartek, 17 stycznia 2013

pusto i cicho

Pusto mi


depresja odeszła
nie widzę już krwi ani noża na gardle
nie słyszę 'zabij'
wstaję z łóżka, czeszę włosy
myję zęby
mechanicznie funkcjonuję dopóki nie odłączą mi zasilania


pusto mi
depresja odeszła i nie dała nic w zamian
miłość mnie nie ogrzewa
nienawiść nie pali
samotność mi nie dokucza
a nic się nie zmieniło

nie odgadłam wielkiego schematu życia na tym świecie
mam zablokowany mózg
nieczynny nieświadomy
umysł nakarmiony papką pozornego spokoju
piszczy mi w uszach jak po głośnym koncercie
za dużo ciszy w ciszy
ucichły głosy, tylko jaźń skupiona majaczy coś o lepszym świecie
w którym już miejsca dla mnie nie będzie.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

winter


zima
pod poduszką
pod palcami
w mózgu

biały niedostatek
burzliwa pustka

pojedynczo odchodzą nieproszone nadzieje
rzucają w siebie rękawicami
dotykam lodowatej twarzy zdartymi opuszkami palców
nic nie czuję
zamarzłam

nikt i nic mnie nie dotyka
nic nie dotyczy
cały świat jest gdzie indziej
i mogę błazna z siebie robić

boli mnie każda minuta i każda godzina
niespełnienie jak pragnienie pali

zima
zima pod palcami